Historia poszukiwań rodziny


  Jak to się wszystko zaczęło?

Dobrych kilka lat temu podczas studiów w Kanadzie natknąłem się na nazwisko „Kotelko” w książce telefonicznej Toronto. Było tylko jedno takie nazwisko, ale i tak się zdrowo zdziwiłem. Zawsze myślałem, że moje nazwisko jest dość rzadkie.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że Kanada jest dość silnym ośrodkiem naszej rodziny. Oczywiście zadzwoniłem pod podany w książce numer i z miłej rozmowy z panią Milie Kotelko dowiedziałem się, że jest ona pochodzącą z Horodenki (ukr. Gorodenka) Ukrainką.

Ta zbieżność nazw miejscowości (taką miejscowość jako miejsce urodzenia ma mój ojciec w dowodzie) spowodowała zapalenie się lampki w mojej głowie i tak naprawdę od tego się zaczęło...

Co było wiadomo wcześniej?

Ale, ale... musimy się jeszcze cofnąć odrobinkę w przeszłość, aby sprawa była jasna.

Pochodzenie męskiej części rodziny mojego ojca było zawsze nieco tajemnicze, gdyż moja babcia nie chciała o tym zbytnio rozmawiać. Wiązało się to niestety z rodzinną tragedią z czasów wojny: mój dziadek, a jej świeżo poślubiony mąż, pochodzący z rodziny ukraińskiej Nikolaj Kotelko, został w 1944 roku właśnie w Horodence zamordowany w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach (wraz z nim zginęła młodsza siostra mojej babci).

Wiadomo było również, że cała sprawa była zdaje się na tle narodowościowym. Jak już mówiłem, przez długie lata babcia nie chciała o tym opowiadać, odcinała się od swojej przeszłości i od tamtej części rodziny (zresztą zupełnie się jej nie dziwię) i odradzała mojemu ojcu jakiekolwiek kontakty, czy też wyjazdy do Horodenki (a on oczywiście nawet próbował, ale to był wtedy ZSRR i nie było to łatwe).

Czas na konkretne działania

Tak więc zdarzenie z Toronto obudziło we mnie jedną konkretną myśl: „w tej Horodence mogą być jeszcze jacyś inni Kotełko – trzeba to zbadać”. Postanowiłem działać systematycznie: zarejestrowałem domenę kotelko.com, założyłem tam stronę – zarówno po polsku, jak i po angielsku – opowiadająca krótką, znaną mi historię rodziny i czekałem co dalej (swoją drogą nie poświęcałem temu projektowi wiele czasu). Strona została odpowiednio zaindeksowana i raz po razie zaczęli się do mnie zgłaszać ludzie szukający kontaktu z rodziną Kotełko lub z kimś z Horodenki. Nawiązałem dzięki temu kilka ciekawych kontaktów głównie z ludźmi z Kanady, gdyż okazało się że wielu Kotełków się tam właśnie osiedliło. Wszyscy deklarowali pochodzenie swoich przodków właśnie z Horodenki.

W którymś momencie otrzymałem od pewnej osoby namiar na stronę ze spisem żydowskich cmentarzy, gdzie były podane dane miejskiego architekta regionu Horodenki pana Miroslava Kotelko. Bingo – pomyślałem! Z takim człowiekiem jakoś się da pewnie dogadać... Mniej więcej w tym samym czasie jeden z poznanych Kotełków z Kanady zaczął rozważać projekt pojechania do Horodenki wraz ze swym ojcem. Zaczęła nadarzać się okazja do zjazdu Kotełków w ich rodzinnym mieście...

Namówiłem więc swojego ojca na telefon do Miroslava, który okazał się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, zorganizował poszukiwania i namierzył (uwaga!) kuzynkę mojego taty (Orysię Kotelko)! Następny telefon bezpośrednio do kuzynki odkrył prawdziwą żyłę złota: Okazało się, że owa kuzynka ma zdjęcie mojego taty w wieku około 10 lat. Moja babcia przesłała je rodzinie z krótkim listem zaraz przed ułożeniem sobie życia na nowo już tutaj, w Polsce. Okazało się również, że w Horodence znajduje się grób mojego dziadka, o który owa kuzynka dba, że mieszka tam cała spora rodzina Kotelko od strony dziadka, że wszyscy chcą koniecznie poznać niemal legendarnego, zagubionego wnuczka prababci Warwary, nieformalnej głowy rodu. Wnuczka, który w ostatnich dniach wojny wyjechał ze swoją matką do Polski (mój tato miał wtedy ciut ponad rok) i słuch po nim zaginął. Poszukiwania były podobno prowadzone przez Czerwony Krzyż aż do momentu, gdy moja babcia przesłała ten list ze zdjęciem. Wszyscy więc wiedzieli, że jeden taki kuzyn Kotełko żyje pewnie gdzieś w Polsce, ale nie wiedzieli gdzie. Aż tu nagle pach - telefon. Historia jak z filmu...

Aby się zbliżać do finału: mój ojciec zabrał moją mamę, spory zeszyt na notatki i pojechali odwiedzić odkrytą rodzinę. Było to w 2005 roku. Wyprawa okazała się pełnym sukcesem, rodzina została zapoznana. Seria odwiedzin, powitań, obiadów i kolacji trwała nieprzerwanie 4 dni (prababcia Warwara nie próżnowała i kuzynów mojego taty jest tam sporo). Przy okazji odbyło się spotkanie z Perrym i Billem Kotelko z Kanady, którzy przylecieli do Horodenki szukać swoich korzeni. Okazało się, że - choć pochodzą z Horodenki, nie są oni spokrewnieni bezpośrednio z naszą częścią rodziny, ale i tak było miło ich poznać.

W kolejnym roku (2006) zorganizowany został kolejny wyjazd do Horodenki i tym razem pojechałem tam też ja. Przyjęcie było bardzo miłe, rodzina serdeczna, a kolacje długie i pełne smakołyków. Krótką relacje pisaną na gorąco zamieściłem wcześniej w swoim blogu, tu chciałbym opowiedzieć w paru słowach o Horodence i naszej rodzinie. Miasteczko Horodenka (po ukraińsku jest to Gorodenka) to niewielka w sumie miejscowość położona na wzgórzu nad niewielką rzeczką. Po drugiej stronie rzeki znajduje się jej dzielnica o nazwie Kotelkivka – to tak naprawdę stamtąd pochodzi rodzina Kotelko i tam można znaleźć najwięcej osób o takim nazwisku. Zrobiłem kilka zdjęć z lokalnej ksiązki telefonicznej – wygląda to zabawnie dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do tego, że nazwisko Kotełko jest bardzo rzadkie.
 

 

blazej@kotelko.com

Dziękuję bardzo.

Mikołaj Kotełko w 1943
Mikołaj Kotełko w 1943
(mój dziadek)


Mikołaj Kotełko w 1944
Mikołaj Kotełko w 1944
(mój dziadek)


Jerzy Kotełko w 1966
Jerzy Kotełko w 1966
(mój ojciec)



(reszta zdjęć wkrótce)


Powrót do strony głównej